Badania zrobione, dokumenty przyszły, papiery o wizę złożone.
Impreza pożegnalna jutro.
Chociaż pożegnalną do końca nie można jej nazwać, bo to po prostu moje urodziny z domieszką "lecę do Chin". Gdyby to było pożegnanie to by znaczyło, że nie wracam. A z Chin przecież wrócę. Chyba... bo katastrofy lotnicze się zdarzają. Chociaż nie myślę tu o katastrofach, a raczej o tym jak potoczy się moje życie. Co jeśli Chiny mnie pochłoną? Co jeśli spodoba mi się tak, że będę tam chciała wrócić? Co jeśli moja przyszłość jest tam? Nigdy nic nie wiadomo. Teraz w momencie kiedy jestem tuż tuż przed wylotem mam takich myśli najwięcej. Teraz, kiedy powinnam się uczyć do egzaminów... bo przecież bez zdanej sesji nie polecę.
Pół roku to dużo i mało... Dużo gdy myślę o rozstaniu, gdy będę tęsknić, gdy myślę o tym czy będę miała stały kontakt z ludźmi z którymi chcę mieć. Przez te pół roku może zmienić się wszystko. Tak na prawdę wiem, że się zmieni. To taki moment. W czasie kiedy ja będę tam, daleko, większość moich znajomych z Torunia będzie się bronić, zdawać ostatnie egzaminy, cieszyć ostatnimi beztroskimi chwilami studiów. Będą się przeprowadzać, pokolei, do różnych miast. Gdy wrócę większości już nie będzie w tym mieście do którego tak bardzo przywykłam. Zakochałam się w Toruniu, od pierwszego wejrzenia. I przeraża mnie myśl, że po powrocie nie będzie już tutaj takiego życia jak teraz. Będzie gdzieś indziej, gdzieś indziej będzie mój kąt. Z moimi rolkami, hula hop i butami do biegania. Gdzieś indziej będę się udzielać, gdzies indziej uczyć, gdzieś indziej pracować. Totalnie nie wiem gdzie. I z jednej strony moja niepokorna dusza cieszy się na tę myśl, ekscytuje, ale z drugiej ogarnia ją przerażenie. Strach przed niezorganizowaną przestrzenią, przed nieznanym.
Ale wracając do tego czy pół roku to dużo...
Dziś mój współlokator powiedział, że to nie tak dużo. Prawie 6 miesięcy. Dokładnie 196 dni. 196 dni w perspektywie poznania innej kultury, uczenia się języka, zwiedzania... to tak na prawdę niewiele. Niektórzy mówią, że szybko minie (ci którzy chcą żeby szybko minęło). Inni mówią, że to tak dużo (bo zapewne będą tęsknić).
Dla mnie to sporo. Szczególnie gdy zostawia się kogoś ważnego, kto dosłownie przed chwilą pojawił się i pomieszał w głowie. Nie tak miało być, ale nic nie poradzę.
Mogę myśleć tylko o tym, że w perspektywie całego życia 6 miesiący to niewiele, ale stypendium w Chinach to tak dużo. I tego się trzymajmy.