1.
Tak, w Pekinie jest smog, jest cały czas szaro i
jest jakby w ciemnej mgle. Totalnie przygnębiająco. Nie wyobrażam sobie jak
ludzie żyją w tym mieście w takim ciągłym „zadymieniu?”, bo dymem potencjalny
Polak by to nazwał. Tyle, że nie śmierdzi. W dzień spokojnie można patrzeć
prosto w słońce, bo ledwo co świeci. Z tego co opowiadała nam pewna Polka
(Ania) jest pewien stopień zanieczyszczenia powietrza przy którym w Paryżu
przestają wpuszczać samochody do centrum itd. Zanieczyszczenie w Pekinie jest ponad
4 razy większe, niż te „kryzysowe” w Paryżu.
W Hefei jest trochę lepiej. Gdy jest
słoneczny dzień to jest nawet jasno. Nie czuć tak bardzo tych zanieczyszczeń w
powietrzu.
2.
Tak, chińczycy są obrzydliwi. Przynajmniej dla
mnie. Już w samolocie się o tym przekonałam gdy po obiedzie rozpoczął się
koncert bekania. Potem było już tylko gorzej. Chrochanie, wypluwanie jedzenia z
powrotem na talerz, plucie gdzie popadnie. Nie widziałam jeszcze nikogo
załatwiającego się w parku (może dlatego, że jest zima), a podobno jest to
raczej na porządku dziennym. Ale np. w pksach stoją kosze – nie na śmieci, a na
plucie.
3.
Tak, jest ogólny syf (jak na polskie standardy).
Lokale w Hefei zbudowane są z byle czego. A to kawałek folii, a to drewno
podtrzymujące dach, a to kawalek deski. Nie wyglądają zbyt fantastycznie. Na
pierwszy rzut oka wręcz odrzucają. Dodatkowo, sprawdza się zasada „Nie patrz na
dłonie chińczyka, bo nie zjesz”. Są po prostu brudne, z nieobciętymi
paznokciami itd. Nawet gdy pojadę do centrum to pod wieżowcami stoją takie same
„baraki” z jedzeniem.
4.
Tak, jak chińczyk zacznie gadać to nie kończy.
Nie wiem co to jest. Nie wiem o co im chodzi. Ale oni mówią do mnie po chińsku,
wręcz krzyczą, wyrzucają z siebie setki słów… i nie zdają sobie sprawy, że nie
rozumiem?! Nawet gdy powiem po chińsku, że nie rozumiem to nic nie daje i
chińczyk nawija dalej. Cóż… taki naród ;D
5.
Nie… chiński alkohol nie jest obrzydliwy.
Przynajmniej ten który piłam ;D
6.
Tak… w KFC jest ryż… a w Mc Donaldsie pieczona
kiełbaska. Ale są też normalne kanapki ;)
7.
Tak, sika się do dziury. Chociaż zdecydowanie
nie nazwę tego taką dziurą jakie były kiedyś w Polsce. Jest to raczej toaleta w
której sedes nie ma nóżki… albo taki jakiś mały brodzik nad którym się kuca.
Masakra. Do tego się chyba nie przyzwyczaję. W akademiku mam normalny sedes,
ale w Mc Donald’s jest już tylko dziura. Chociaż Ania mówiła nam, że dla niej
jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż siadanie na kiblu niewiadomo gdzie.
No i dobra, można przyznać jej rację. Większość kobiet i tak nie usiądzie w
toalecie w lokalu.
8.
Rzeczywiście, większość jest mniejsza ode mnie.
:P Ale zdarzają się też wyjątki. Spotkałam trochę chińczyków, którzy są wyżsi
ode mnie. A zwracam na to uwagę!!!
I co najlepsze… Metro – wejście do wagonu
jest tak niskie, że za każdym razem gdy wchodziłam to zahaczałam głową! :D
No i wcale nie jest tak, że wszyscy są
chudzi, bo jedzą ryż. Spotkałam mnóstwo chińczyków którym co nie co się
wylewało i nie wyglądali zbyt atrakcyjnie.
9.
Tak! Zdecydowanie jest popierdzielony ruch
uliczny! Tutaj chyba totalnie nie ma żadnych zasad! Żadnego pierwszeństwa… no
dobra… może i jest pierwszeństwo. Pierwszeństwo ma ten kto będzie pierwszy. Nic
poza tym. Masz zielone? Idz! Masz czerwone? Też idz! Masz zielone i ktoś na
Ciebie trąbi? Nie idź, bo zostaniesz rozjechany. Ktoś wychodzi na pasy, aby
przejść na drugą stronę, nagle zaczynają jechać samochody. Co taki człowiek
robi? Zostaje na środku ulicy i czeka. Dookoła jada samochody, rowery, skutery.
Spoko, poczeka, może kiedyś przejdzie. Na skrzyżowaniach nie wiadomo kto ma
jechać pierwszy. Jadąc taksówkami, za każdym razem nasz samochód lądował gdzieś
między dwoma pasami, wpychał się gdzie popadnie, przejeżdżał obok innych
samochodów prawie zahaczając lusterkiem. I co w związku z tym? NIC. Po prostu trzeba
się przyzwyczaić, że gdy pieszy wychodzi na ulicę, wcale nie znaczy, że nie
zostanie rozjechany. A być kierowcą tu nie zamierzam. Chyba nawet bym się nie
odważyła. ;)
10.
Tak, jest potrawa z psa. I to nawet w lokalu w
którym jadam śniadanio-obiady. Nie macie co pytać czy spróbuję. Na pewno to
zrobię! (o ile będzie mało glutowate :P)





























