wtorek, 18 lutego 2014

Jak to wszystko wygląda w Hefei?



        Przyjechałyśmy do miasta w ciągu dnia, odebrał nas Jacek z dworca i już tam byłyśmy w szoku z powodu ilości ludzi, którzy kręcili się wokół nas. Było ich mnóstwo!!! Kolejka do taksówek osiągnęła taką długość, że musielibyśmy stać i czekać ze dwie godziny (a taksówki podjeżdżały i odjeżdżały cały czas). Tak więc udaliśmy się trochę dalej, aby taksówkę złapać na ulicy. Po 5 minutach stania spakowaliśmy się w dwa samochody (oczywiście nie taksówki) i pojechaliśmy na kampus. To jest całkiem specyficznie, ale w Chinach jeżdżą po mieście samochody, którzy zatrzymują się ludziom łapiącym taksówkę i zabierają ich za wcześniej uzgodnioną kwotę. To byłoby bardzo ciekawe dla ludzi w Polsce, którzy lubią jeździć samochodem po mieście ;D Np. W Płońsku dużo samochodów błąka się ulicami miasta jeżdżąc w kółko. Gdyby istniał u nas motyw łapania taksówek tak jak autostopa, to „nocni jeźdźcy” na pewno zwróciliby sobie za benzynę ;D
widoczki z okna pokoju
     

        No, ale wracając do kampusu… dojechaliśmy, poszliśmy do recepcji. Tam czekała już na nas Pani, która oczywiście po angielsku nie mówiła. Ona do nas swoje, my do niej swoje. Wspomnę tylko, że taki chińczyk jak zacznie gadać to nie kończy, wręcz wykrzykuje do Ciebie setki słów na minutę, a Ty stoisz, patrzysz i nie masz zielonego pojęcia o co chodzi. Po kilku zdaniach Jacka i niewielkiej pomocy pewnego kogoś kto nagle zjawił się i mówił po angielsku – dostałyśmy pokoje!!! Wchodzę do mojego… hmm, gdybym nie była wcześniej w toruńskich akademikach to byłabym przerażona. Te nie są może najgorsze… ale super też nie są. Tym bardziej gdy zobaczyłam kołdrę pod którą mam spać… Nie chcecie wiedzieć jak wyglądała. Lepiej o tym nie opowiadać. No więc pokoje… mam pokój z 19-letnią dziewczyną z Indonezji. Dokładnie z Papua. Ma na imię Ephin i wygląda mniej więcej jak Lilo z Lilo i Stich. Mała, pulchna i z ciemną karnacją. Początki były straszne. Przerażenie związane z pokojem, nie działające ogrzewanie, syf, jedzenie na mieście, lokale które wyglądają gorzej niż stołówka budowana z żerdek na obozie harcerskim… i jeszcze to, że Ephin nie zbyt dobrze mówi po angielsku. Ale wszystko powolutku się ustabilizowało. W pokoju mam już w miarę ciepło. W momencie kiedy do niego pierwszy raz weszłam było mi zimno nawet w grubej bluzie i rajstopach pod spodniami. W sumie mogło to wynikać z mojego zmęczenia, jetlagu itd. Teraz jest już ok. Kupiłam sobie też pościel, w której powiedzmy, że czuję się dobrze. Jest piękna i to jest najważniejsze. Czuję się chociaż jak w łóżku, a nie jak w syfie, którego boję się dotknąć, bo coś złapię albo spotkam jakiegoś robaka. Z Ephin przeprowadziłam już nawet kilka dłuższych rozmów, chociaż ciężko idzie no, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Opowiedziała mi o swojej rodzinie i o Bali (tak, tak, ogarniam sobie miejscówę na wakacje ;D), a najlepsze jest to, że dla niej tutaj jest drogo. Jak to usłyszałam to byłam  szoku, ponieważ jak na Polskie zarobki to codzienne życie w Chinach jest bardzo tanie. Jedno śniadanie na mieście można spokojnie zjeść za 5 zł i naprawdę się najeść. Ja np. wczoraj zjadłam kolację za 2,5 zł. Jadłam kurczaka w panierce smażonego na oleju. Może większy człowiek niż ja (tzn szerszy :P) by się nie najadł, ale mi spokojnie starczyło. No więc wracając do tego, że dla Ephin jest tutaj drogo… jak musi być u niej w Indonezji?! Albo… jaki jest dochód jej rodziny skoro tutaj jest drogo?! :/ Bardzo mnie to przeraża, że istnieją kraje w których jest większy syf niż tutaj. I że ludzie z tych krajów przyjeżdżają tutaj i cieszą się, że jest luksus. Niestety… ja przyzwyczajona do ładnych wnętrz, jedzenia w lokalu gdzie można zdjąć kurtkę, bo jest ciepło, do czystych ludzi i czystych pomieszczeń… czuję się tutaj mocno nieswojo. Chociaż coraz bardziej przywykam…

Polskie urządzenia mobilne kontra chińskie. 

Moje łóżko. Zdjęcie miało być dla mamy,
żeby pochwalić się pościelą :P 

W ciągu dnia bazarek na którym jemy jest pusty.
Wszystko rozkręca się około 16.00.



Sklep "Wszystko i nic".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz