środa, 19 lutego 2014

Hard uczing.

Jestem dzisiaj po drugim dniu lekcyjnym. Wczoraj dostaliśmy 6 książek. Poczułam się jak dziecko w podstawówce, które właśnie kupiło nowy zestaw książek i przegląda je z ciekawością czego to się nie nauczy. Miałam tak samo… z resztą nadal mam. Podniecenie nauką spada mi tylko w momencie, kiedy się za nią biorę hahaha :D Na lekcjach – gdy nic nie rozumiem, i gdy zaczynam się uczyć – bo jeszcze mój mózg się nie rozgrzał. Albo raczej nie powrócił do stanu używalności po sesji, pakowaniu, locie i ekscytacji nowym krajem.
]
zadanko

Hm, nawet nie wiem jak określić to jak się czuję na zajęciach. Grupa jest mocno do przodu. Nauczyciele napieprzają cały czas po chińsku jakbyśmy wszyscy wiedzieli o co chodzi. No dobra… może połowa grupy ich rozumie. Druga połowa z pewnością NIE. Wczoraj mieliśmy eee zajęcia, gdzie uczymy się nowych słówek, a potem gramatykę. Dziś słuchanie i gramatykę. (W planie mam jeszcze gadanie) Słuchanie było najgorsze. Nie rozumiałam totalnie NIC. Złapałam depresję i zaczęłam po prostu uczyć się czegoś innego, bo stwierdziłam, że szkoda czasu na wysilanie słuchu i komórek mózgowych, gdy i tak nic nie wiem. Na gramatyce jest trochę lepiej, ale i tak jest ciężko, bo bardzo wielu słów nie znam. Czeka mnie taki zapierdol o którym mi się nie śniło. A wspomnę tylko, że jak już tutaj jestem i mam taką możliwość to chcę się nauczyć tego chińskiego chociaż komunikatywnie. (Cokolwiek to znaczy)
Ola i Jacek są tutaj od października i z tego co widzę, to Jacek sobie zajebiście radzi. Nawet mówił dziś, że ogarniał na tym słuchaniu zadania. Poza tym wczoraj byłam świadkiem przeprowadzonej przez niego rozmowy telefonicznej po chińsku. Może to nie były zbyt długie zdania, ale ogarnął że kurier na niego czeka, gdzie, co i jak. No i zamawia jedzenie mówiąc po chińsku… Czy to znaczy, że umie już chiński „komunikatywnie”? :P
Co do zamawiania to też powoli ogarniamy z dziewczynami. W sumie słowniki mamy cały czas przy sobie, a powiedzieć, co chcę, czy małe czy duże i czy ostre czy nie to nie taki wielki problem. Szczególnie o tym ostrym musimy pamiętać, bo Chińczycy z reguły robią ostre, więc zawsze trzeba mówić, że nie ostre. 
Z tego co wiem moja współlokatorka Ephin też jest tutaj jakoś od września i widzę, że ten chiński ogarnia. Przynajmniej mówi, że ogarnia ;D Jak ona ogarnia, to i ja będę ogarniać! Muszę.

Recepcja


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz