wtorek, 25 lutego 2014

Kilka prawd o Chinach


1.       Tak, w Pekinie jest smog, jest cały czas szaro i jest jakby w ciemnej mgle. Totalnie przygnębiająco. Nie wyobrażam sobie jak ludzie żyją w tym mieście w takim ciągłym „zadymieniu?”, bo dymem potencjalny Polak by to nazwał. Tyle, że nie śmierdzi. W dzień spokojnie można patrzeć prosto w słońce, bo ledwo co świeci. Z tego co opowiadała nam pewna Polka (Ania) jest pewien stopień zanieczyszczenia powietrza przy którym w Paryżu przestają wpuszczać samochody do centrum itd. Zanieczyszczenie w Pekinie jest ponad 4 razy większe, niż te „kryzysowe” w Paryżu.
W Hefei jest trochę lepiej. Gdy jest słoneczny dzień to jest nawet jasno. Nie czuć tak bardzo tych zanieczyszczeń w powietrzu.
2.       Tak, chińczycy są obrzydliwi. Przynajmniej dla mnie. Już w samolocie się o tym przekonałam gdy po obiedzie rozpoczął się koncert bekania. Potem było już tylko gorzej. Chrochanie, wypluwanie jedzenia z powrotem na talerz, plucie gdzie popadnie. Nie widziałam jeszcze nikogo załatwiającego się w parku (może dlatego, że jest zima), a podobno jest to raczej na porządku dziennym. Ale np. w pksach stoją kosze – nie na śmieci, a na plucie.
3.       Tak, jest ogólny syf (jak na polskie standardy). Lokale w Hefei zbudowane są z byle czego. A to kawałek folii, a to drewno podtrzymujące dach, a to kawalek deski. Nie wyglądają zbyt fantastycznie. Na pierwszy rzut oka wręcz odrzucają. Dodatkowo, sprawdza się zasada „Nie patrz na dłonie chińczyka, bo nie zjesz”. Są po prostu brudne, z nieobciętymi paznokciami itd. Nawet gdy pojadę do centrum to pod wieżowcami stoją takie same „baraki” z jedzeniem.
4.       Tak, jak chińczyk zacznie gadać to nie kończy. Nie wiem co to jest. Nie wiem o co im chodzi. Ale oni mówią do mnie po chińsku, wręcz krzyczą, wyrzucają z siebie setki słów… i nie zdają sobie sprawy, że nie rozumiem?! Nawet gdy powiem po chińsku, że nie rozumiem to nic nie daje i chińczyk nawija dalej. Cóż… taki naród ;D
5.       Nie… chiński alkohol nie jest obrzydliwy. Przynajmniej ten który piłam ;D
6.       Tak… w KFC jest ryż… a w Mc Donaldsie pieczona kiełbaska. Ale są też normalne kanapki ;)
7.       Tak, sika się do dziury. Chociaż zdecydowanie nie nazwę tego taką dziurą jakie były kiedyś w Polsce. Jest to raczej toaleta w której sedes nie ma nóżki… albo taki jakiś mały brodzik nad którym się kuca. Masakra. Do tego się chyba nie przyzwyczaję. W akademiku mam normalny sedes, ale w Mc Donald’s jest już tylko dziura. Chociaż Ania mówiła nam, że dla niej jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż siadanie na kiblu niewiadomo gdzie. No i dobra, można przyznać jej rację. Większość kobiet i tak nie usiądzie w toalecie w lokalu.
8.       Rzeczywiście, większość jest mniejsza ode mnie. :P Ale zdarzają się też wyjątki. Spotkałam trochę chińczyków, którzy są wyżsi ode mnie. A zwracam na to uwagę!!!
I co najlepsze… Metro – wejście do wagonu jest tak niskie, że za każdym razem gdy wchodziłam to zahaczałam głową! :D
No i wcale nie jest tak, że wszyscy są chudzi, bo jedzą ryż. Spotkałam mnóstwo chińczyków którym co nie co się wylewało i nie wyglądali zbyt atrakcyjnie.
9.       Tak! Zdecydowanie jest popierdzielony ruch uliczny! Tutaj chyba totalnie nie ma żadnych zasad! Żadnego pierwszeństwa… no dobra… może i jest pierwszeństwo. Pierwszeństwo ma ten kto będzie pierwszy. Nic poza tym. Masz zielone? Idz! Masz czerwone? Też idz! Masz zielone i ktoś na Ciebie trąbi? Nie idź, bo zostaniesz rozjechany. Ktoś wychodzi na pasy, aby przejść na drugą stronę, nagle zaczynają jechać samochody. Co taki człowiek robi? Zostaje na środku ulicy i czeka. Dookoła jada samochody, rowery, skutery. Spoko, poczeka, może kiedyś przejdzie. Na skrzyżowaniach nie wiadomo kto ma jechać pierwszy. Jadąc taksówkami, za każdym razem nasz samochód lądował gdzieś między dwoma pasami, wpychał się gdzie popadnie, przejeżdżał obok innych samochodów prawie zahaczając lusterkiem.  I co w związku z tym? NIC. Po prostu trzeba się przyzwyczaić, że gdy pieszy wychodzi na ulicę, wcale nie znaczy, że nie zostanie rozjechany. A być kierowcą tu nie zamierzam. Chyba nawet bym się nie odważyła. ;)

10.   Tak, jest potrawa z psa. I to nawet w lokalu w którym jadam śniadanio-obiady. Nie macie co pytać czy spróbuję. Na pewno to zrobię! (o ile będzie mało glutowate :P)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz