Każdy mój dzień w Hefei wygląda praktycznie tak samo.
Przebudzam się około 6 rano gdy moja współlokatorka wstaje i
idzie pod prysznic. Włączam klimę, co by się pokój nagrzał do czasu mojego
wyjścia spod prysznica i śpię dalej. Ephin siedzi pod prysznicem około godziny.
Nie mam pojęcia co tam tyle czasu robi. I bierze prysznic 3 razy dziennie.
Reasumując – codziennie spędza w łazience około 3 godzin. Nie mam nic
przeciwko. Nie zajmuje łazienki wtedy kiedy ja jej potrzebuję, więc niech sobie
tam siedzi ile chce J
Tym bardziej, że śpiewa w niebogłosy pod tym prysznicem, co jest całkiem
zabawne. Wyobraźcie sobie małą Lilo z Disney’owskiej bajki, śpiewającą pod prysznicem
chińskie piosenki. Niezły ubaw :D
Wracając do mojego planu dnia. Z łózka zbieram się około
7.30. Najczęściej budzi mnie śniadanie robione przez Ephin. Codziennie rano
smaży jajko. Przez pierwsze dni pachniało, teraz już mi śmierdzi…
Jak się zbiorę z łóżka to po 15 minutach wychodzę z łazienki
gotowa. Na zajęcia chodzę ubrana w cokolwiek, byle ciepło. Zanim jednak wyjdę na
zajęcia, sprawdzam facebooka. Gdy u mnie jest rano, w Polsce jest 24:00 więc
jest to idealna pora na oglądanie tablicy ;D
Na zajęciach spędzam 4 godziny z czego pewnie tylko godzinę myślę intensywnie.
Po zajęciach zawsze idziemy na obiad. Po obiedzie wracam do nauki. Posiedzę,
poczytam, nauczę się słówek. Koło 17 zbiera mi się ochota na bieganie więc idę
pobiegać (albo i nie). O 18.00 przyjęło się, że jest pora karmienia Polaków.
Wszyscy się zbieramy i najczęściej idziemy na bazarek. W tym momencie każdy już
wie co lubi i co chce zjeść, więc często rozchodzimy się po stoiskach i
spotykamy, gdy każdy dzierży w dłoni ulubione danie. Po jedzeniu znów jest czas
na naukę. Wtedy po raz drugi w ciągu dnia sprawdzam facebooka (bo w Polsce już
dzień, to może coś nowego się pojawiło). Kładę się spać między 22, a 24.
Wszystko zależne od Skype’owym rozmów, nauki pisania tekstów.
I tak w kółko. Praktycznie każdy dzień taki sam. Czasem
pójdę jeszcze na spacer, czasem pójdę do centrum handlowego, raz byłyśmy u
kosmetyczki. Gdy przyjechałam miałam jedno postanowienie – codziennie próbować
czegoś nowego. Często po prostu marnuję pieniądze, bo okazuje się że coś jest ohydne.
Ale dzięki takiemu próbowaniu znalazłam naprawdę dużo ciekawych (i nowych!)
smaków.
W weekendy z reguły się uczę i… uczę. (Ewentualnie impreza) A będzie jeszcze
więcej nauki, bo dziś postanowiliśmy zdawać egzamin z chińskiego. Jeszcze nic
nie mówię, bo nie jesteśmy zapisani. Ale jak się zapiszemy to napiszę co to za
egzamin ;)
No iii! Od przyszłego tygodnia zaczynamy zajęcia z Taichi i
z kaligrafii. Będzie super! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz